Przemyślenia, Rajzujemy

Co zabrać na rodzinny wypad pod namiot?

Toster, pralka, suszarka… nic z tych rzeczy! Jadąc pod namiot z dziećmi naprawdę nie trzeba wiele, by żyć wygodnie i komfortowo. Poniżej znajdziecie pierwszą odsłonę naszego biwakowego ekwipunku.

main-ekwipunek-do-namiotu-2

Najnowsze wieści z naszych podróży znajdziesz na facebooku i instagramie.

Namiot – najważniejszy element. Przeglądając opinie wybraliśmy 4-osobowy Coleman Galileo 4. Solidnie wykonany, ze zintegrowaną podłogą. Zależało nam na stosunkowo dużym przedsionku, tak aby podczas deszczu można było wygodnie spędzać czas wewnątrz przy stoliku, a także dużej części sypialnej. Co najważniejsze, jak na tak spory namiot, rozkłada się go bardzo szybko, około 20 minut. Nowy Galileo 4 kosztuje 1200/1300 zł, nam udało się kupić w styczniu używany za pół ceny. Dobrym rozwiązaniem jest także sypialnia z osobną podłogą – nawet jeśli namiot zamoknie, można spać spokojnie.

Śpiwory – uznaliśmy, że w najbliższych latach spanie w niskich temperaturach nam nie grozi, nie planujemy biwakowania poza sezonem, więc postawiliśmy na najprostsze śpiwory Arpenaz z Decathlonu, gwarantujące komfort snu przy 10 stopniach na plusie. Cóż nie spodziewaliśmy się, że tak szybko przyjdzie nam przetestować czy faktycznie tak jest. Pierwsza połowa lipca 2019 roku okazała się chłodna, podczas pierwszych nocy pod namiotem mieliśmy ok 8-9 stopni. Ale na szczęście śpiwory dały radę, także jeśli chodzi o dzieci.

Materac – żeby wakacje pod namiotem miały sens musi być sucho, ciepło i wygodnie. Jak wspomniałem wcześniej dwa pierwsze warunki zostały spełnione. Jeśli chodzi o wygodę, to w odwiecznym konflikcie karimata czy materac optuję zdecydowanie za tą drugą opcją. Udało nam się wybrać dwa niewysokie materace idealnie pasujące do części sypialnej. Żeby czuć się jak w domu zabraliśmy ze sobą jeszcze prześcieradła.

Stolik biwakowy – tu z pomocą również pospieszył Decathlon. Prosty stolik z blatem na którym nie widać zbytnio rys i zabrudzeń (nie trzeba myć, haha) oraz chowane wewnątrz cztery krzesełka. Całość po złożeniu prezentuje się zgrabnie i pasuje do bagażnika. Nóżki mają regulowaną wysokość, można więc bez problemu dostosować stolik do wzrostu dzieci. Kupiliśmy także za kilka złotych siatkę montowaną pod blatem, która służy jako dodatkowa półka (nie zamontowaliśmy jej ani razu, ale wierzymy że kiedyś się przyda ;).

Ekwipunek-namiot-Main

Kuchnia polowa –  tu bez szczególnych fantazji, kuchenka na wkłady (warto zaopatrzyć się w większy zapas, kiedyś zabrakło nam gazu w połowie gotowania makaronu), plastikowe sztućce i naczynia, kubki, 2 małe ale ostre noże, miski, patelnia i garnek – wszystko kompaktowe i w jak najmniejszych ilościach. Dobrze mieć także pojemnik, w którym można przechowywać te naczynia oraz który może posłużyć także jako miska do mycia. Do tego ręczniczki, zapałki, różne klipsy pomagające zamykać otwarte paczki z jedzeniem.

Lodówka – na campingu w Austrii widzieliśmy, że powszechnie wozi się ze sobą prawdziwą mini-lodówkę, ale nas fantazja nie poniosła jeszcze tak daleko. Nasza mikro lodóweczka samochodowa sprawuje się wzorowo. Nie mamy wprawdzie do niej okablowania, więc nie wiemy jak chłodzi wpięta do sieci, ale na 1-2 dniowy wyjazd wrzucamy do niej 2-4 zmrożone wkłady, które chłodzą bardzo dobrze. Na campingach znajdziecie zazwyczaj zamrażarki w których można „podładować” lodowe akumulatory. Bez lodów marnuje się sporo jedzenia, zwłaszcza w lecie.

Światło – koniecznie czołówka (ta sprawdza się szczególnie w sytuacjach ekstremalnych, jak pole na festiwalu muzycznym, gdzie nocnych lamp jest niewiele, a przeszkód pod nogami całkiem sporo) i dobra lampka do wnętrza namiotu. Tu znów postawiliśmy na ofertę znanego sklepu sportowego i wyszło dobrze. Obie lampki mają fajną opcję lekkiego czerwonego światła, które służyło nam jako lampka nocna.

Własna butelka na wodę – podstawa w letnie miesiące. W większości miast i miejsc turystycznych, zwłaszcza na południu, kraniki z wodą pitną są na każdym kroku. Posiadając własne butelki, najlepiej z solidnego tworzywa, możemy nie tylko zadbać o planetę, ale zaoszczędzić kilkanaście euro na conajmniej dobry obiad.

Przedłużacz – pola namiotowe umożliwiają podpięcie się do sieci, ale warto mieć własny kabel, najlepiej długi, nawijany na korbę i z kilkoma gniazdkami.

Apteczka, dokumenty, ubezpieczenie, coś przeciwdeszczowego – wiadomo że bez tego nie można się obejść na żadnym dalszym wyjeździe.

Niewidoczne na zdjęciu a ważne

Zbiornik na wodę – trochę pochopnie wybrałem 5 litrowy składany zbiornik na wodę, który kosztował jakieś 5 złotych i w którym teoretycznie nic nie powinno zaszwankować, ale który zepsuł się bardzo szybko. W przyszłym roku trzeba postawić na coś konkretniejszego. Ale na pewno warto mieć przy namiocie kilka litrów własnej wody.

Powerbank – od wyjazdu do USA korzystamy z ADATA P20000, który pozwala na około 4 pełne naładowania smartfona. Jest przy tym dość kompaktowy.

Łatki, zestaw naprawczy – nawet bardzo uważając nie unikniemy drobnych uszkodzeń namiotu czy innych elementów biwakowego ekwipunku. U nas szybko przedarła się osłona zamku namiotu (z mojej winy) i pojawiła się mikrodziura w materacu. Łatki, kleje nitki, to podstawa w takich sytuacjach.

To najważniejsze rzeczy, które organizują nam życie pod namiotem. W przyszłym roku dorzucimy do tego jeszcze kilka drobiazgów, ale ten zestaw spokojnie wystarcza. Im mniej tym weselej.

Najnowsze wieści z naszych podróży znajdziesz na facebooku i instagramie.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *